|
Sindbad_Zeglaz
2010-01-07 16:34:52
O milosci
Witam,
chciałbym powiedzieć parę słów tutaj, bo niektóre myśli mi się kotłują i nie mam gdzie dać upust agresjii, którą przez to noszę w swojej duszy. Mało mnie tak naprawdę obchodzi wasze zdanie. Jednak jeżeli ktoś jest na tyle miły, to może zostawić jakiś bardziej pozytywny komentarz, może kiedyś go przeczytam, albo przeczyta jakaś osoba, która ma podobny problem. Z góry dziękuję takim osobą za pomoc kodowaną w UTF8
Więc tak. Jestem przystojnym (przynajmniej wiele osób tak mówi [przepraszam za tą formę samouwielbienia, ale chodzi o wprowadzenie w odpowiedni nastrój]) dwudziestolatkiem. Mam kontakt z wieloma dziewczętami, ale nigdy nie chcialem z jakąś \"chodzić\". Jestem osobą ostrożną i nie chciałem się z byle kim zadawać. Tylko tego źle nie zrozumcie - nie chodzi o to, że dziewczęta są jakieś nienormalne czy coś - jestem po prostu typem indywidualisty, który szukał kobiety idealnej. Ideału. W ostatnie wakacje taki ideal spotkałem. Co prawda nasza znajomość rozpoczeła się niefortunnie (bo to ona zaczęła, a ja nie byłem nastawiony do tego pozytywnie). Zaczęliśmy rozmawiać. Coraz częściej i częściej. Nie była to może miss świata, ale jeżeli chodzi o takie cechy jak naturalność, delikatność, inteligencja oraz to że była zabawna - miażdzyła niejedną szpachlę.
Wszystko było dobrze dopuki pracowałem w miejscowosci położonej sto kilometrów od mojego miejsca zamieszkania. Pamiętam to jakby było wczoraj. Od poniedziałku do piątku codziennie po pracy parę miłych smsów do niej, ona potem też mi przesyłała równie mile odpowiedzi. W soboty wracałem po trzeciej do domu, a o czwartej już byłem u niej (jej miejscowość jest połozona 30 kilometrów od mojej miejscowości). Zakochałem się do takiego stanu, że u niej spędzałem soboty i niedziele.
Pamiętam pierwszy pocałunek. Byłem u niej drugi raz (już samochodem). Rozmawialiśmy i pewnym momencie ją pocałowałem. Tak po prostu. Przytuliła mnie a ja jej powiedziałem że ją kocham. Pamiętam, że wtedy zadrżała, jakby się bała tego co powiedziałem. Popatrzyla na mnie przytomnym wzrokiem i spytała: \"Jesteś pewny?\". Uśmiechnąłem się. Byłem
Przez całe wakacje tak było. Świetnie, fajnie, kolorowo i różowo jak ta strona. Wróciliśmy do szkoły. Ja kończę szkołę średnią, ona jest w drugiej klasie. Chciałem jej towarzyszyć w szkole na każdym króku, pomagać jej i w ogóle, jak to robiło większość moich kolegów (dla podkreślenia pragnę dodać że ona jest moją pierwszą, i chcialem być dla niej jak najlepszy). I też tak robiłem. Na każdej przerwie bylem z nią bla bla bla(wszyscy wiedzą o co biega). Niestety zacząłem podejrzewac ją o jakieś bzdety, ponieważ zaczęła się inaczej zachowywać. Co to znaczy?? Sam nie wiem, po prostu ciepło i zainteresowanie w jej oczach zaczęło gasnąć. Kiedyś spytałem się o co jej chodzi. Powiedziała, że o nic. Malo tego kiedyś dostalem ataku depresji (oczywiście ona o tym nie wie, że niekiedy coś takiego mam) i przestałem się komunikować z nią przez parę dni. Pokłuciliśmy się. Przeprosiny i kwiaty. Potem na parę dni wróciło wszystko do normalności a potem wszystko byłoby dobrze gdyby nie to, że oznajmiła mi, że za pochopnie planowaliśmy przyszłość i powinniśmy się roztać, bo ona na mnie nie ma czasu. Ona gra w jakiejś trzeciorzędnej grupie muzycznej(na skrzypcach) i właśnie nagrywają plytę. Jednak nie jest to jak dla mnie żadne wytłumaczenie, ponieważ ja mam maturę i inne egzaminy, a jakoś do głowy mi nie przyszło wykręcać się takim tekstem.
Najgorsze jest to, że powiedziała, że \"jak ma być moją to i tak będzie\". Więc czekam. Pomimo to, że teraz kontakt z nią jest mocno ograniczony, nadal jak głupi czekam że wróci. Moje myśli się biją: rozum podpowiada, że albo dziewczyna robi ze mnie głupka i przyprawia rogi, albo wystawia na próbę (zawsze miala pretensje że jestem w gorącej wodzie kąpany - EJ, tylko nie w sprawach seksualnych - w żadnym wypadku nie chcę się kochać z kobietą przed ślubem) i każe mi na siebie czekać. Jednak moje uczucia mowią mi: \"kochasz ją, więc szanuj to co ona mówi\" Trochę to nieasertywne, nie?? Najgorsze jest to, że nie wiem, o czym mam już z nią rozmawiać. Beznadzieja. Czasami się zastanawiam, ze jak możliwe jest żyć z inna osobą 50 lat, jak z drugim człowiekiem nie można wytrzymać pół roku.
Ja wiem, że nie jestem idealny i że nie zawsze zachowywałem się genialnie. Nie proszę o publiczne ułaskawienie. Już mi to zbrzydło zastanawianie się nad moralbym postępowaniem wobec mojej dziewczyny(EX). Po prostu wiem, że każdy dzień zaczął być taki sam - nudny szary bezwartościowy - jak moje życie. Co z tego, że człowiek jest zdolny, pracowity, uczciwy - skoro taka sytuacja miażdzy jego umysł. I tylko pozostaje ten tępy ból głowy. Tylko modlę się, żebym mógł zasnąć i się nie obudzić. Poprostu \"krew i pożoga\"
Prawdą są słowa tego refrenu:
Czy warto było kochać tak
Czy warto było oddać serce
Czasami gorzki bywa smak
Miłości, która wiąrze ręce
To już koniec tej smętnej, pełnej smoków i czarownic opowieści dark fantasy. Jeżeli dotrwałaś/eś do tego momentu, to odznaczasz się wielką siłą woli. :) Dzięki
|
|