|
słon
2009-12-27 23:14:55
O pracy
Budzi się raz do roku, żeby wyjść na miasto, znasz go nie od dziś,
to przecież gwiazdor, światła gasną, świat już zasnął, a on wyszedł
na żer żeby mordować z pasją, pod maską dobroczyńcy, kryje się
szaleniec, diabeł w ludzkiej skórze z uśpionym sumieniem, w każde
Boże Narodzenie szuka naiwnych ofiar, ślady zębów na reszcie
okaleczonego tułowia, ludzie to jego prowiant, jest w ciągłęj
podróży, zabiera na pamiątkę oczy, język, uszy, narasta w kałuży
krwi skrzepnięty korzuch, a ty wyglądasz jakbyś robił pompki na
nożu, leżysz na łożu śmierci, coraz bliżej zgonu, on weźmie twój
portfel i klucze do domu, chcesz pomóc swoim bliskim bo wiesz co
ich czeka lecz jest już za późno by się kryć i uciekać, płynie
szkarłatna rzeka przez cały przedpokój, rzeźnicki topór, agonalne
krzyki w mroku, wokół nich nie ma nic poza śmiercią, z otwartej
piersi żebra żałośnie sterczą, wyrywa z chęcią każdy wartościowy
organ, wigilie to dla niego wynaturzona orgia, z przesiąkniętego
worka powoli krew się sączy, a on niesie swój bagaż pełen ludzkich
kończyn.
|
|