|
mina
2010-01-03 01:26:49
O milosci
Mam 17 lat i jeszcze nie miałam chłopaka. Nigdy mi się żaden nawet nie podobał tak, zebym myslała o nim jak o potencjalnym chłopaku. Aż do minionych wakacji. Wspólni znjomi, kilka imprez razem i... zauroczyłam sie. Na początku podobało mi się to uczucie. Myslałam o nim przez cały czas (nigdy nie wierzyłam w to ze tak w ogóle można) . Byłam jak otumaniona. Nic do mnie nie docierało. Reagowałam jedynie na imię Mateusz.
Później robiłam juz wszystko aby tylko go zobaczyć... to \'zauroczenie\' oslepilo mnie do tego stopnia, ze zapomniałam o wszystkich swoich pogladach na sprawy damko- meskie. W sierpniu miał urodziny. Zorganizował ognisko na które zaprosił naszą \"paczkę\". Niestety w \"paczce\" nie znalazła się zadna z wspólnych kolezanek. Zaprosił tylko mnie. Z jednej strony nie chciałam tam iść.. sama z kolegami, bez znajomych dziewczyn (były zaproszone tez inne jego kolezanki, których nie znałam ale niestety nie dojechały do nas)...ale z drugiej strony czułam się niejako wyróżniona.Byłam tak oślepiona, ze nawet nie potrafię tego wytłumaczyć. Poszłam tam. Każdy gest z jego strony ( którego chyba nikt oprucz mnie nie zauwazył, nawet On)wciągał mnie w to coraz bardziej i bardziej. Nie minelo 2 tygodnie kiedy dowiedziałąm się ze on tez sie zakochał tyle ze nie we mnie a w mojej znajomej. Zabolało.
Wtedy stwierdziłam ze dam sie z tym wszystkim na spokój, ze to wszystko mi sie tylko wydaje. Samo stwierdzenie niestety nic nie dało. Nadal czułam to samo. Starałam sie zapomniec ze wszystkich sił.
Było jeszcze kilka wspólnych imprez, tyle ze wtedy cieszyłam się z tego ze w ogóle Go widze. Przynosiło mi to niesamowitą ulgę i dawało energię na dlugo. W sercu wciąż miałam nadzieję, ze moze jednak coś z tego będzie.
Wakacje się skończyły. Tym samym opanowała mnie wielka pustka. Nie wiedziałam co robić. Chodziłam do szkoły i starałam się zapomnieć.
Na próżno. Gdy co dziennie na gg widziałam: \"Mateusz- jest dostępny\" dziura we mnie powiększałą się coraz bardziej.
Niedługo potem moj kolega, ja Jego brat cioteczny miał 18 urodziny. Zaprosił mnie. Wiedziałam że On tam będzie.
W tzw. miedzy czasie dowiedziłam się ze dziewczyna, w ktorej się kochał zerwała z nim. Chciałam kupić prezent na urodziny kolegi i wpadląm na pomysł, zeby z paczką złożyc sie i kupic coś fajnego razem. Stwierdziłam ze to doskonały pomysł by dać znać że żyję (choć Jego to chyba za mocno nie interesowało). Napisałam sms co i jak. Znów czułam te \"motylki\". Byłam niewyobrazalnie szczęśliwa ze Go zobaczę. Na 18-stce było super. Na początku trochę stresu ale 1 piwo i zabawa się rozkręciła. Bawiłam się swietnie. Jak zwykle zartowaliśmy i wygłupialiśmy się razem. Wtedy byłam juz pewna co do mojego uczucia. Kochałam Go.
Po urodzinach postanowiłam wziac sprawy w swoje ręce. Pierwsza napisałam na gg: jak po urodzinach, powspominaliśmy też imprezy z wakacji. Gadalo się świetnie. Pisaliśmy 5 godzin (do 3 nad ranem)Wciągałam się coraz bardziej. Następnego dnia On napisał i znów zeszło nam się coś ok. 5 godzin. Mieliśmy nieskończenie wiele tematów do rozmów. Pisał do mnie prawie codziennie. Nieraz ja napisałam pierwsza, żeby nie myślał ze jestem obojętna. Byłam taka szczęśliwa ze chciałam to wykrzyczeć całemu światu. A jeszcze doszły opisy na gg typu: <3<3<3 ;***, gdy wiedziałam ze na gg pisze tylko ze mną w danym momencie.
Mimo wszystko ciągle miałam wrazenie ze kiedyś to się skończy i potwornie się tego bałam. Czasami gdy pisalam pierwsza miałam wrazenie ze się mu narzucam. A przecież to miało być tak ze chłopak zdobywa dziewczynę a nie odwrotnie. Postanowiłam trochę wystopować i dać mu szansę się wykazać.
Jeszcze kilka razy napisał I... skończyło się.
Ja nie pisałam, On tez nie pisał. Znów czułam tą potworną dziurę. Tydzień bez rozmowy z Nim wydawał się rokiem...
W końcu zwierzyłam się kolezance, która w obawie o moje zdrowie psychiczne postanowiła mu napisać o moich uczuciach do Niego. Raz mi nawet powiedziała o swoich zamiarach ale byłam więcej niz pewna ze ona zartuje i ze nigdy w zyciu by tego nie zrobiła. Myliłam się.
Półtora tygodnia ciszy (jak dla mnie cała wiecznośc) i wiadomość od kolezanki : \"powiedziałam mu wszystko\"- pierwsze skojazenie było oczywiste, chodz dopytałam się jeszcze o co chodzi. Gdy potwierdziła zesztywniałam. Nie chciałam wierzyć w to wszystko do póki nie wysłała mi całej rozmowy z Nim.
Byłam w takim szoku ze nie wiedziałam co się dzieje i jak mam na imię. Byłam na nią wściekła.
Tego samego wieczora napisał Mateusz. Nie wiedział, że wiem o tym, że on zna moje uczucia.
Spytał na luzie co słychać, jak szkoła i takie tam duperele. Nie wiedziałam już co myśleć... Czy robił to z litości, czy cokolwiek innego... Cała dygotałam z nerw i szoku, do tego stopnia, ze nie mogłam trafić na klawisze w klawiaturze. Pisaląm z nim znów ok 5 godzin- do rana. Teoretycznie może znów powinnam się była się cieszyć, ale miliony pytań jakie sobie zadawałam mnie zabijały. Miałam mętlik w głowie.
Od tamtego razu pisał codziennie. Powoli liczba pytań się zwęzała. Byłam coraz bardziej usatysfakcjonowana. Żyłam już tylko miłością. Do szkoly mam na popołudnia. Zajęcia kończyłam o 20:00, w domu byłam ok 20:30 i od razu siadalam przy komputerze. Czasem gdy czekałam az się pojawi na gg zdązyłam coś zjeśc, przez ten cały stres w miesiac schudłam 5 kg. pisaliśmy do 3,4 nad ranem, wstawałam ok. 11 przed poludniem i szłam do szkoły.Przestałam sie w ogóle uczyć, nie mogłam sie na niczym skupic.
Starałam się być jego najlepszą przyjaciółką. Niestety w bardzo krótkim czasie nie wyszło mi to na dobre. Gdy pewnego dnia był zdenerwowany spytałam co się stało- co prawda nie chciał mi tego opowiedzieć, ale sama nalegałam.- dowiedział się ze dziewczyna z którą był, kochała innego a z niego robiła sobie żarty.
Wiadro zimnej wody spadło mi na głowę.
Pisząc ze mną,wiedząc ze go kocham robił mi nadzieję a jednocześnie byl z tą, którą kochał...
Po co to robił...? było to dla mnie juz jasne- z litości.
Współczułam Mu a jednocześnie byłam na Nigo tak wsciekła, ze miałam ochotę go zabic!
Nie mogłam Mu tego darować, ale widząc jaki jest załamany, pocieszałam go jak przystało na przyjaciółkę.
Ciągle udawałam, ze nie wiem, ze On wie o mojej miłości do Niego. Nadal udaje. Nadal piszemy i nadal nie wiem co mam z tym wszystkim robić.
Chciał raz nawet do mnie wpaść do domu (nigdy u mnie nie był) \"na herbatkę\" ale jakoś nie wypaliło (mieszka 25 km ode mnie). Strasznie się tego bałam, ale kiedy już padło: \"Przyjadę do Ciebie odwdzięczyć się za to wszystko (chodziło o pocieszanie Go i podtrzymywanie na duchu)\" w duchu cieszyłam się ze moze wreszcie sie przełamie i zrobi ten pierwszy krok. Z ogromnym zniecierpliwieniem czekam na kolejne wakacje.
Ciągle mam nadzieję.
To chyba cała moja historia (przynajmniej jak na dzień dzisiejszy).
Napisałam to wszystko byście spojzeli na to chlodnym okiem. Proszę komentujcie.
|
|