|
ami
2010-03-17 19:31:07
Inne
Dwa lata temu byłam zupełnie inną istotą, miałam 24 lata. Potrafiłam się śmiać, cieszyć z drobnostek, miałam przyjaciół, plany na przyszłość a memu życiu przyświecał jasno sprecyzowany cel do którego dążyłam bez wytchnienia.
Dzisiaj mam 26 lat i życie połamane jak...patyk. Nie potrafię sie smiać, cieszyć z drobnostek, nie mam przyjaciół, plany na przyszłość zniknęły a życie straciło sens.
zresztą jeżeli wogóle można mnazwać to życiem, dla mnie jest to raczej niekończąca się agonia, której ja nie potrafię zakończyć.
Coś co wydawałoby się największym darem od Boga dla mnie jest nasilającym sie z każdym dniem bólem na który nie ma lekarstwa. Powoli umieram odchodzę....... Dla mnie życie skończyło się a zaczęła się powolna śmierć. Wszystko co dobre i piękne jest za mną a pozostała mi pustka ,czarna otchłań rozpaczy pochłania mnie bezlitośnie . Nikt nie słyszy mego wołania o pomoc nikt nie widzi tego cierpienia. W natłku myśli kazdego dnia jednego tylko chcę...błagam was zlitujcie się i zabijcie mnie....
Jedyne czego pragnę to powrócić w czasy kiedy moja mama tuliła mnie do snu i pragnę aby teraz zrobiła to jeszcze raz... ostatni raz, aby utuliła swe najstarsze dziecko do snu z którego się nie obudzi a który zapewni mu wkońcu spokój i ukoi cierpienie.
|
|