|
jaka jestem??
2008-05-05 09:12:50
Inne
walsciwie to jest wszystkiego po trochu...milosci,przyjazni,seksu,rodziny,pracy,no malzenstwa...podobno jestem dobra dla ludzi ktorych kocham-bzdura!podobno mam dobre serce-bzdura!kocham zwierzeta i jestem bardzo wrazliwa na krzywde,czasem po obejrzeniu reportazu na temat biedy w afryce zalewam sie rzewnymi lzami i nie mogac usnac przez cala noc zastanawiam sie co zrobic,aby swiat byl lepszy... albo wspominajac smierc bliskiej osoby potrafie zamknac sie w sobie na dlugi czas...mam chyba jakies schizy.kazdy moze mi sie zwiarzyc,slucham zawsze z ogromna uwaga i zachowuje wszystko dla siebie,umiem sie dobrze bawic ,no nawet bardzo dobrze....,jestem odpowiedzialna,lojalna-dla przyjaciol... przewaznie postepuje dyplomatycznie, choc czasem gdy mi nerwy puszcza nie szczedze slow,nie wazne z kim rozmawiam.bardzo szybko sie przywiazuje do ludzi,miejsc,tesknie za wspanialymi chwilami,za dobra atmosfera,..przykladem jest szkola...jestem na 3 roku studiow,na poczatku nasza grupa byla wspaniala,swietni ludzie,bylismy bardzo zgrani,czesto sie umawialismy poza szkola,kazdy procz tego mial swoj swiat i swoje zabawki...ale mimo to mielismy czas na spotkania,rozne odjechane akcje...teraz wiele osob odeszlo,wiekszosc zajeta jest soba... choc czasem wkurzam sie bardzo na znajomych,to szkoda ,ze juz nie jest jak kiedys,jak jestem w szkole,a nie ma nikogo z \'\'moich\'\',to chce z niej wyjsc...taka hustawka nastrojow...mialam powazny zwiazek...mialam brac slub-z \'\'milosci\'\',ale zdradzilam z facetem ktorego sobie wypatrzylam...potem skonczylam i z jednym i z drugim...kolejna ofiara...i kolejny zwiazek i znowu zdrada...potem szkola...chlopak od samego poczatku mi sie podobal,ale bylam w zwiazku i on rowniez...ale jak zwykle...musialo sie to stac...a ja jestem w kolejnym zwiazku z moja dlugo wyczekiwana ofiara;)....polowalam na niego chyba z rok,odkad zaczelam prace w pewnej firmie(z szefem tez laczyl mnie flircik...a szef ma zone...)... i jestesmy razem:),dodam ze jest duzo starszy i jest ze mna najdluzej:),takze przelamalam jego stereotyp:)...ale,ale...znow...chlopak,ktory rzucil studia ,moja kolejna zajawka i ofiara w jednym(rowniez podobal mi sie od poczatku studiow,a ja jemu) ,odezwal sie ,a wlasciwie to ja do niego z zupelnie neutralnego tematu zeszlo do naszego tematu...on rowniez jest duzo starszy,ma kobiete,z ktora jest w dlugim zwiazku...ale po rozmowie o naszych jakzee ognistych temperamentach oczywscie skusilismy sie na sex...bylo zajebiscie,a co gorsza nie mam wyrzutow sumienia...juz nie pamietam kiedy je mialam:/,a przeciez naprawde \'\'kocham\'\' obecnego faceta....mysle,ze nie skonczy sie na jednym razie...ale tez igram z ogniem...mam na mysli swojego faceta...ogolnie to krece strasznie,mam slabosc do facetow...nie chodzi o sex,poniewaz nie spalam z wieloma (okolo 7),ale o flirty itp...zawsze starannie wypatruje ofiary,procz swietnego wygladu musi miec charakter...,a pozniej...jest juz moja...:/czemu tak sie dzieje,tak szczerze meczy mnie to juz,ale to sa moje slabosci...kiedys kolezanka powiedziala mi ze jakbym byla brzydka to bylabym szczesliwa,a tak to sama sobie robie problemy,szukam wrazen i sama przez siebie placze....przez moje zachcianki...z rodzina rowniez nie jest najlepiej...kocham ja nad zycie,ale czesto klamie,ale i tu Bog mi swiadkie po to ,zeby nie zrobic im przykrosci,albo aby pomysleli,ze cos zrobilam lepiej niz w rzeczywistosci,czesto nawalam,a nie chce,robi sie tak samo,a naprawde sie staram:(.wydaje tez duzo pieniedzy,wlasciwie to sama nie wim na co...rodzice mnie utrzymuja,a moja dorwycza praca nie daje i satysfakcji finansowej,wciaz brakuje pieniedzy,a juz sama nie chce od nich brac kaski....:(.piszac o przyjazni mam na mysli 2 osoby...z ktorych jedna jest taka jak ja,a druga jest dobra,ma naprawde dobre serce...akceptuja mnie taka jaka jestem i wspieraja zawsze,tlumacza co jest zle,czase,m potepiaja ,ale i tak wspieraja,bez wzgledu na wszystko.kocham je szczerze i z calego serca.uwazam sie za myslaca osobe,o nienagannych manierach i prezencji,lecz brakuje mi stabilizacji uczuciowej....mam 21 lat a nie zlicze facetow z ktorymi flirtowalam,calowalam sie -przedzial wieku 18-38 lat-przerazajace:/...oczywiscie nie schodze ponizej pewnego poziomu,zawsze ma byc to najwyzsza polka,ta niedostepna,ale...jednak jest dostepna... podobno wielu facetow przyciiagam do siebie,pisza,dzwonia,chca rozmawiac,mowia ze bardzo im brakuje mej osoby-nie chodzi tu o sex,gadamy jak kumple,ale procz tego jest taka iskierka...po skonczeniu liceum kazdy facet z klasy i sporo ze szkoly swierdzili,ze jestem nieprzecietna flirciara,ale widac,ze nie jest to zamierzone,mam to we krwi...-podobno.dodam rowniez ze z kazdym facetem mam dobry kontakt,zawsze rozmawiamy milo,przyjemnie,mamy jakies fajne wspomnienie,czasem nawet prosza o pomoc w rozwiazaniu jakiegos problemu, wyboru prezentu dla swich kobiet,naprawde jestesmy kumplami.czy moje postepowanie jest bardzo zle?da sie to wyleczyc?moze nigdy nie bede miala szczescia do faceow i nigdy nie zaznam prawdziwej milosci....do tej pory nie wiem co to jest.czy moe w dobie naszych czasow moj scenariusz powatrza sie wielu osobom i nie musze sie tak przejmowac?...
|
|