|
agnieszka
2010-05-14 22:31:02
O milosci
pisze bo wiem ze tu bez krepujacego wzroku moge wyrazic swoje uczucia... jestem w zwiazku bez przyszlosci nie jest w nim spelniona albo super szczesliwa ... jest mi malo jego oparcia, troskliwosci takiej czulosci normalnej... do furii mnie doprowadza jego bez myslnosc i duma... jestem z nim po to by nie byc sama, zyjac wspomnieniami jak to bylo kiedys, kocham mocno innego mezczyzne ale nasza sytuacja jest skrajna poniewaz on mieszka bardzo daleko a ja z przyczyn osobistych nie moge do niego wyjechac, a on nie moze wrocic bysmy byli razem.. chyba pozostaje mi czekac... a w glebi duszy chcialabym miec swoja rodzine wlasnie z nim... choc boje sie zdecydowanych krokow podejmowac bo nigdy nie mialam szczescia w milosci.. to byly pojedyncze uniesienia... potem wszystko sie rozsypywalo jak domek z kart.jest mi trudno musze udawac skrywac gleboko to co czuje to co we mnie siedzi... tak bym mogla kamuflowac sie dalej...moze nie warto ruszac, myslec, decydowac moze czas sam rozwiaze ten problem...troche czuje ze usycham... czyje sie jak kwiat ktory traci swoja won i swiezosc...przez natolok problemow z ktorymi sobie radzilam dzielnie sama zawsze! moja psychika upadla czuje sie sfatygowana zyciem...coraz bardziej doskwiera mi brak stabilizacji i bezpieczenstwa. marze o tym by odzyskac rownowage i spokoj... a tym co przeczytali moje zwierzenie zycze duzo milosci:)
|
|