|
kaszka
2010-06-13 11:30:57
O malzenstwie
Mieszkamy z mezem od dwoch lat z moimi rodzicami. Wszystko dobrze sie ukladalo przez pierwszy rok. Teraz to istne pieklo na ziemi. Od 3 miesiecy mamy przesliczna coreczke. Ja od momentu ciazy, a potem kiedy Pola pojawila sie na swiecie zaczelam domagac sie swoich praw w domu. Przestało mi pasowac podporzadkowywanie sie rodzicom, ktorzy tworzyli charmonogram na caly dzien i zycie. Wszystko zawsze musialo byc wg ich zdania a przy okazji trzeba sie wszystkiego domyslac, bo oni nie lubia prosic o nic. Jak sie nie domysli moj maz, to od razu jest afera, ze nie chce w domu pomagac, ze nie szanuje moich rodzicow. Ostatnio nawet irytuje rodzicow to, ze ja po ciazy bardzo schudlam i blada jestem (to wszystko z nerwow, bo bardzo ostatnia sytuacja mnie stresuje), a moj maz przytyl i ma kolory na policzkach. Denerwuje ich to, ze ja przezywam nie dogadywanie sie z rodzicami, a moj maz stara sie wszystko bagatelizowac, zeby mi bylo latwiej. Cala rodzina mowi mi, ze moj maz sie zmienil. A wg mnie oni poprostu poznali go lepiej, lacznie z wadami - a kto ich nie ma? Teraz wszyscy wmawaja mi ze jestem z nim nieszczesliwa, bo nie pomaga mi przy dziecku. Fakt - wg mnie nie przetrawil jeszcze nowej sytuacji i oczekiwania wszystkich wobec niego go przerazaja. Ciotki mowia, ze moge miec wielu mezow, a rodzicow sie ma jednych. Tylko o co tu w tym wszystkim chodzi? Ja jestem szczesliwa z mezem, kochamy sie bardzo i widze, ze coraz bardziej kocha swoja corcie. Jak wyjsc z tej sytuacji? Powoli sama zaczynam sie zastanawiac jaki moj maz jest naprawde. Boje sie ze intrygi rodzinne popsuja nasze malzenstwo.
|
|