|
Lenka
2010-09-22 01:32:05
O milosci
Nie mogę spac, czuje pustke, ktora zwykle wypelniam muzyka, teraz nie pomaga. Przypomniala mi o pieknych chwilach wypelnionych taka duchowoscia, chce miec znowu po co zyc, czuc te naiwnosc, niewinnosc, miec kontakt w przyroda, czuc zapach jesiennego wiatru... Jestem samotna, z drugiej strony wychodze z zalozenia, ze nikogo nie potrzebuje, bo jesli dochodzi do tworzenia zwiazku w codziennym, cynicznym zyciu to wysiadam. Ciezko mi to wytlumaczyc. Tesknie po prostu za czysta, romantyczna miloscia, za wiecznym chodzeniem za raczke, za kims z kim stworze sredniowieczna basn, znowu poczuje "klimat" chwili, zapomne o swiecie materialnym... Ja mam jakas zbyt zlozona, zjechana, nadwrazliwa psychike, bo nikt z moich znajmoych nie rozumie o co chodzi. Nie umiem stworzyc zwiazku w swiecie pelnym zepsucia i konsumpcji. Sama jestem czasami troche prozna "gadzeciara", nie uwazam tego za hipokryzje, zdecydowanie moja czesc "duchowa" przewaza :) urodzilam sie nie w tej epoce co trzeba. Przez te "duchowosc" wychodze na osobe o bardzo duzych wymaganiach wobec faceta. Sama juz nie wiem o co mi chodzi, nie pasuje do doroslego zycia. Zyje glownie wyobraznia i soba, swoimi pasjami (teraz w nastroju depresyjnym juz nie), pamiecia o Tamtym kims. Jesli przestawie sie na przyziemne, materialne postrzeganie zycia, tamten klimat znika. Poza tym to bawie sie teraz w pisanie z jakims gosciem z drugiego konca swiata, na portalu spolecz., ktory prawi mi komplementy, a ja sie tym dowartosciowuje. Cale moje zycie duchowe jest wymyslone, wiec dochodze w takim przypadku do wniosku, ze milosc tez. Postrzega jeszcze ktos z Was zycie tak "kilkuwarstwowo"? Prawie jak schizofrenia ;) a prawdziwej milosci nie ma. teraz mi juz lepiej jak sie wypisalam. Dziekuje.
|
|