|
Ona
2011-05-21 21:38:27
O milosci
Cześć!
przejdę od razu do sedna sprawy. A mianowicie Kochani mam do Was takie pytanie. Dwa lata temu poznałam chłopaka. Bylismy ze sobą pewien okres czasu(nieoficjalnie). Było cudownie. Pewnego wieczoru zapytał sie mnie co do niego czuje, wachałam sie czy mu to wyznac bo szczerze mówiąc obawiałam sie jego reakcji. Byłam po paru lampkach wiana i po jego urokliwej namowie wyznałam mu to, ze sie w nim zakochałam. I był SZOK. Jak myslicie co usłyszałam w zamian. Że on również sie we mnie zakochał i bardzo chciał by byc ze mną ale... wiek mu na to nie pozwala ze dla niego to jednak to troche za dużo. Po tych słowach łzy leciały strumieniem. To było najgorsze co mogłam usłysze. Zaczą mnie przepraszac ze nie chciał mnie zranic, ze to jego wina, ze nie powinien na to pozwolic abym sie w nim zakochał. Nie wyobrażacie sobie jak to mogło bolec. Byłam rozżalona, rozczarowana poczułam sie po prostu oszukana i najnormalniej na swiecie wykorzystana tak jak by sie bawil moimi uczuciami. Świat zawalił mi sie. Nie mogłam zrozumiec tego ze do tej pory wiek mu nie przeszkadzal, przeciez nie chcialam od razu za niego wychodzic za maz. Po tych wyznaniach bylam roztrzesiona zaplakana nie potrafilam sie skupic na czyms innym po za mysleniem dlaczego moglam uwiezyc ze moze byc cos wiecej obwinialam sie ze dalam sie wykorzystac zabawic mna. Wyrzuciłam mu te wszystkie zale i po tych zdarzeniach nie bylam juz w stanie wrocic i sie bawic tak jak by sie nic nie stalo, nie po tym wszystkim, nie wspominajac o makijazu ktory rozmyl sie od lez. Wybieglam od niego chcialam byc sam. On zamowil taksowke i zawiozl mnie do domu. przez cala droge milczalam w tonie lez, ktore same wyplywaly jak deszcz.Wim ze jego tez duzo to kosztowalo zle sie z tym czul co sie stal.Jak dojechalismy do mnie. Wyszlam z auta on wybiegl za mna. Przytulił mnie. Mimo to ze mialam do niego ogromny zal i bol jednoczesnie tak strasznie koił mój ból. Gdy odjechal cala noc przeplakalam, rowniez kolejnego dnia nie moglam dojsc do siebie. I wlasnie nastepnego dnia po tych zdarzeniach napisal do mnie oczywiscie przepraszal ktorys raz z koleji...chciał przyjecha. Jak myslicie co moglam na to odpowiedziec. zgodzilam sie bo go kochalam i chcialam aby jak najwiecej i jak anjdłużej byl przy mnie mimo tych zdarzen wierzyłam ze moze jednak cos sie zmieni. Od tych zdarzen mineło ok 2 miesiecy. Odleglosc od naszych domow ok 40 km plus minus. Przyszedły studia on praca i juz wiedzialm ze kontakt powoli zagasnie. i tak sie stalo. Od tamtych zdarzen Mijaja 2 lata a ja nadal o nim mysle. Nie ma dnia.Szczegolnie gdy ostatnio kilka tygodni temu dzwonil domnie, tylko niestety rozładowany telefon mialam. Jak myslicie, czy to ze o nim ciagle mysle to znaczy ze ciagle go kocham? Bo ja tak czuje ze tak, ze jak bysmy sie spotkali dala zrobila bym wszystko aby odnowic nasze relacje. Bardzo tego pragne. Co jesli to wlasnie on jest ta moja prawdziwa miloscia?
|
|