|
***pewna wysepka***
2008-07-08 23:15:57
O milosci
Chciałam zamieścić pewną treść... uwiecznić to przez co przechodziłam... to było dawno,lecz odnalazłam kartkę z pamiętnika który dawno podarłam...
:
\"obiecałam sobie, że nigdy więcej nie będę tak cierpieć z powodu chłopaka. To było prawie najgorsze pół roku w moim życiu.
Cały lipiec leżysz w łóżku i nie możesz powstrzymać łez. Wychodzisz tylko kiedy musisz. Nadchodzi wieczór...leżysz...objadasz się słodyczami..sufitujesz...słuchasz smętów, które mają sprawić, że poczujesz się tak fatalnie, że gorzej już nie da rady, a kiedy już dotkniesz dna będziesz miała siłę na pozbieranie wszystkich problemów. Lecz to działa tylko na24h. nie masz co ze sobą zrobić...płaczesz...krzyczysz(lecz nikt nie słyszy...muzyka wszystko zagłusza)...ciskasz różnymi przedmiotami...ciskasz pięściami w co popadnie nie zważając na ból... w końcu po paru godzinach opadasz z sił...leżysz bezwładnie, mimo że wewnątrz krzyczysz...łzy same spływają po policzkach, a Ty nie masz już na nic sił...nie powstrzymasz ich.
Po jakimś czasie szykujesz się spać...lecz nie masz na to najmniejszej ochoty...oglądasz jakiś film.Po24h kładziesz się spać...mimo że nie masz już sił po całym dniu i tak wiesz, że nie zaśniesz...przekręcasz się z boku na bok...Nie kontrolujesz powiek,same się otwierają.Jedyne o czym teraz marzysz to przytulić się do Niego i powiedzieć,żeby nigdy więcej nie pozwolił Ci tak cierpieć. Lecz on Cię nie słyszy...odległość sprawia,że kochasz jeszcze mocniej. Tak mija mi miesiąc. Póki są wakacje nie masz się czym martwić. Wreszcie jest z toba...nie ważne, że to jedyne 2-3h...czujesz się, jak przez cały poprzedni miesiąc.Drugi miesiąc szybciej minie...Twój najlepszy przyjaciel nie pozwala Ci się poddać.Wyjeżdżasz..mija tydzień...wszystko jest ok.W drugim tyg zaczynasz odczuwać Jego brak.Nie możesz doczekać się przyjazdu.Wracasz...wreszcie Go zobaczysz...już zawsze będziecie razem...mocno w to wierzysz.No tak,wierzysz...ale jednak jest inaczej. Pierwszy dzień jest ok...drugi...i koniec 29SIERPNIA...;( KONIEC...I znowu od nowa.Teraz wygląda to inaczej.Nie jesteś już w domu...powstrzymujesz łzy przez5dni w tyg...wracasz do domu-w weekend już puszczasz, nie wytrzymujesz...całe dwa dni do DUPY!Dużo osób myśli w takiej chwili o samobójstwie...piją,żeby zapomnieć...niee...ja muszę mieć siłę,żeby przez to przejść. Całe dwa miesiące byliście osobno...myślisz:to tylko kwestia czasu.Gorąco w to wierzysz.Jeżeli jeszcze kiedyś wróci twoje szczęście to zgadzasz się cierpieć...Postanawiasz przeczekać...dać mu czas...mimo że dzień po dniu czujesz się100razy gorzej.Nie potrafisz zapomnieć.
Lecz w końcu dostrzegasz,że nic z tego nie będzie i godzisz się z tym. W końcu pozwalasz mu odejść...mimo że nadal go kochasz i to bardziej niż kiedykolwiek. Minęły już 4 miesiące.Wraca...lecz po co??Zamieszał na nowo w Twej głowie...bez sensu. Masz nadzieję, że całe uczucie wróci,lecz nie robisz sobie zbytnio nadziei,pierwszy raz masz do niego dystans. Dajesz mu szansę lecz oboje nie wiecie co dalej będzie. I nie wychodzi lekki dołek...lekki...odczuwasz ulgę??sama nie wiesz dlaczego...wreszcie skończyło się to wszystko i wiesz na czym stoisz...i wiesz,że nie był tego wart. Lecz nie obwiniasz go o to. Uczysz się wreszcie CZYM JEST ŻYCIE=)
|
|