|
wiktoriasecret
2009-04-04 17:09:53
O milosci
Chciałam podzielić się swoimi rozterkami lecz nie mogę zrobić tego z osobami które znam - nawet tymi których traktuje jako najlepszych przyjaciół.
Myślę iż nie zostanę zrozumiana nawet na tym blogu.
Moja historia rozpoczęła sie wiele lat temu (czerwiec 1991) , miałam wtedy 20lat i tysiące pomysłów na życie. Jednak najpierw trzeba mieć środki na realizacje wszystkiego, pochodziłam z przeciętnej rodziny od której musiałam się uwolnić, byłam już dorosła i czułam potrzebę całkowitej \"WOLNOŚCI\". Tak więc wyjechałam tam gdzie wszyscy > do Warszawy! Wynajęłam za oszczędności pokoik przy meliniarskiej rodzinie i to był pierwszy błąd, tak sobie przynajmniej tłumaczę. Przez tydzień szukałam pracy, znalazłam w kwiaciarni. Wszystko zaczęło się jakoś układać zarabiałam całkiem sporo, myślałam o wynajęciu mieszkania - stać mnie było. Po 7 miesiącach przypadkowo poznałam człowieka który docenił mój potencjał i urodę. Może to zabrzmi mało skromnie, ale od zawsze zdawałam sobie sprawę z mojej urody. Jak się okazało mogłam zarobić krocie pewnie domyślacie się jak - prostytucja. Oczywiście byłam bardzo wdzięczna za to ,że ktoś mnie docenił i jest prawdziwym „przyjacielem”, pokazał mi świat jakiego nigdy nie widziałam – pieniądze -samodzielne mieszkanie w centrum-masa znajomych, Przez 3lata byłam szczęśliwa i dumna z siebie>>> Aż wreszcie na zakupach poznałam faceta, może nie był najprzystojniejszy jakich widziałam, nie mniej jednak podobał mi się:) i miał coś w sobie co mnie urzekło- spokojne dobre oczy - podobno oczy są zwierciadłem duszy- tak było w jego przypadku. Oczywiście wiedziałam jak poderwać faceta znałam ich słabe punkty - wiec mało się zastanawiając zaczepiłam go, chwila rozmowy i wiem jak ma na imie - DANIEL.
Poznaliśmy się przypadkowo i nie chciałam nikogo oszukiwać – powiedziałam mu całą prawdę o sobie, o tym kim jestem - bardzo się przejął. Jednak nie zrezygnował - pokochał mnie bez względu na to co robie. Wiedziałam wtedy że to jest to czego tak naprawdę szukamy w życiu – prawdziwej miłości i oddania. Po kilku miesiącach przestałam pracować, nie chciałam go stracić, z nim wiązałam swoja przyszłość. Zaczęłam znowu normalnie pracować zamieszkaliśmy razem, było cudownie>>>. Jednak brakowało mi tego co miałam wcześniej swobody i kasy – on nie zarabiał najlepiej wprawdzie miałam wszystko czego potrzebowaliśmy lecz cały czas czułam „niedosyt”. Zrobiłam coś strasznego – ODESZŁAM – zerwałam całkowicie kontakty i wyjechałam na jakiś czas z Warszawy. Po kilku miesiącach znalazłam mężczyznę który dał mi możliwość studiowania, swobodę i pewność siebie. Obecnie mam 38 lat i już nie jestem tą piękną, atrakcyjną kobietą - jestem żoną mężczyzny którego nie kocham, a jedynie szanuję i toleruje - jestem mamą wspaniałych chłopców Marka i Daniela – tak Daniela tak dałam na imie mojemu pierwszemu synkowi. Prowadzę kancelarie adwokacką w Warszawie i powodzi mi się lepiej niż mogłam się spodziewać. Jednak nie jestem szczęśliwa i kiedy nikt nie widzi „płacze w poduszkę”. Gdybym mogła coś zmienić – gdybym mogła wrócić do tamtych lat postąpiła bym zupełnie inaczej –niestety nie można. Nie potrafię sobie wybaczyć swojego postępowania i przez cały czas wypatruje z nadzieją w tłumie tych ciepłych i spokojnych oczu osoby która kochała jak nikt inny.
„ /bo gdybyś miłości w sobie nie miał, / byłbyś jak miedź brzęcząca, / jak cymbał brzmiący, / byłbyś niczym (...) /.”
Jan Paweł II
|
|